*Lisa*
- Pójdę się przejść i pozwiedzać! - krzyknęłam przy drzwiach.
- Tylko nie wracaj zbyt późno! - ciocia krzątała się po kuchni przygotowując kurczaka z fetą i sałatkę grecką. Pomogłabym jej, ale prędzej bym spaliła kuchnię, więc lepiej się trzymać z daleka od tego miejsca.
Podążając chodnikiem okrążyłam galerię, przeszłam koło skate parku i dowiedziałam się, gdzie znajduje się pobliska plaża.Po jakiś dwóch godzinach zwiedzania weszłam do parku. Popatrzyłam na zegarek. jest już 13:42. Trzeba wracać. Odwróciłam się i już chciałam wrócić, gdy zdałam sobie sprawę, że w tym mieście nie byłam od trzech lat. To zwykle ciocia nas odwiedzała, a nie my ją. Zdenerwowana na kogoś wpadłam i się wywaliłam.
- Tak strasznie Cię przepraszam - nade mną stał dość wysoki brunet i wyciągał ku mnie swoja dłoń. Chwyciłam ją i się podniosłam.
- Nic się nie stało - uśmiechnełam się promiennie i otrzepałam swoje spodenki.
- Czy mogę Ci jakoś to wynagrodzić ? - zapytał. Spojrzałam mu w oczy i się totalnie zanurzyłam. Polewał je czekoladą, czy to jego naturalny kolor? ( od autorki :D :D :D dobre )
- Mógłbyś mnie odprowadzić do domu mojej cioci. Tak jakby się zgubiłam - przyznałam lekko czerwona. Chłopak kiwna głową.
- Okey, ale podaj mi adres twojej cioci i nazwę ulicy - zgodził się. Ale mi ulżyło. Ale zaraz. O nie.
- Ale ja nie wiem gdzie ona dokładnie mieszka - przyznałam.
- W takim razie do niej zadzwoń - polecił. Walnełam sie z otwartej dłoni w czoło robiąc tak zwanego facepalma i wyciągnełam mojego kochanego iPhonea. Próbowałam go włączyć, ale nie udało mi się.
- Bateria mi padła - powiedziałam przełykając głośno ślinę. O Matko i co teraz?
- W takim razie pójdziemy do mnie ją naładować - zdecydował pewnie i pociągnął mnie za sobą. Tak strasznie sie cieszę, że go spotkałam. Jest naprawdę miły i
*Leo* - twoja perspektywa ;)
Boże co za szalona dziewczyna, ale wydaje sie normalna. Postanowiłem, ze pójdziemy do mnie do domu i naładuje sobie telefon. Przez całą drogę szliśmy w ciszy . Do mojego domu było może jakies 20 minut . Kiedy tam doszliśmy otworzyłem drzwi i puściłem ja pierwszą
- Na szafce obok telewizora masz ładowarke - krzyknąłem idąc na górę . Wszedłem do mojego pokoju i postanowiłem, że się przebiore. Podszedłem do szafy kiedy nagle zadzwonił mój telefon odebrałem szybko i usłyszałem
- Pan Leondre Devries ? - usłyszałem głos w słuchawce
- tak a co chodzi - zpytałem zdziwiony i lekko zestresowany
- Pańska matka miała wypadek ...
*Charlie*
Boże, piecze. Mam wielką śliwę pod okiem. Znowu pobiłem się z Conradem. Muszę sobie przyłożyć lód. Mam bliżej do Leondre, więc postanowiłem do niego zajrzeć. Oczywiście wszedłem bez pukania. Tak z przyzwyczajenia. W salonie stał Leo i przytulał się z jakąś blondynką. O matko. Ona jest naprawde piękna.
- Charlie? Co ty tutaj robisz? - zapytał brunet, gdy mnie zobaczył. Dziewczyna odwróciła sie w moją stronę i uśmiechneła szeroko skanując moją twarz. Czy jestem aż tak przystojny?
- Wpadłem z małym problem - wskazałem na fioletowy ślad, a gdy spojrzałem w lustro na ścianie mogłem dostrzec, że moja twarz i ręce są zadrapane i gdzie nie gdzie leje się krew.
- Lód jest w lodówce - wskazał na urządzenie chłodzące. Zaraz czy on ma zeszklone oczy?
- Leo, co sie stało?
- Moja mama jest w szpitalu - szepnął ledwo szłyszalnie.
- To co tutaj jeszcze robisz? - zapytałem zdziwiony. Ja bym od razu na jego miejscu pobiegł do niej. Wtedy z pokoju obok wyszła zaspana Naomi (czteroletnia siosta bruneta).
- Nie zostawię jej bez opieki - skrzywił sie.
- Leo ja się nią zaopiekuję - zdecydowała blondynka.
- A ja pomogę... - spojrzałem na nią zakłopotany.
- Lisa - podała mi dłoń, kóra uścisnąłem.
- Charlie - odwróciłem się w stronę Leondre - a ty jeszcze tutaj?
Nie usłyszałem odpowiedzi, ponieważ wybieł pośpiesznie z domu.
* Leondre*
Biegłem ile sił w nogach, płuca mnie paliły ale nie mogłem sie zatrzymać teraz liczyła sie mama . W moich oczach były łzy, które wolno spływały po moich policzkach, bolały mnie nogi od ciągłego biegu.
Dobiegłem pod szpital i nagle poczułem, że sie z kimś zderzam i upadam na tą osobe. Otarłem łzy i spojrzałem na osobę, którą przygwoździłem do ziemi . Była to drobna brunetka z długimi włosami i zielonymi oczami, teraz lekko spuchniętymi od płaczu .
- Przepraszam - wydyszałem i łapałem oddech a dziewczyna tylko lekko się zaśmiała
- Dosyć dziwne miejsce, na zderzenie czołowe - gdy to usłyszałem parsknąłem śmiechem ale szybko przypomniałem sobie o mamie
- wiesz teraz sie śpiesze bo moja mama miała wypadek ale jakbyś chciała sie spotkać to wiesz - uśmiechnałem sie po czym wyciągnąłem ręke w kierunku dziewczyny i powiedziałem
- Leondre ale mów mi Leo - skończyłem a ona chwyciła moja ręke i powiedziała
- Alexis - gdy to powiedziała ja wszedłem do szpitala a do niej podeszła jakaś starsza kobieta ubrana na czarno i odjechały . Wpadłem na recepcje i krzyknąłem
- Gdzie leży Victoria Devries - a pani sie zaśmiała i wskazała na kobiete, która sie uśmiechała i miała tylko ręke w gipsie. Podbiegłem do niej i mocno sie przytuliłem a ona powiedziała
- Nie martw sie Leo już wszystko jest dobrze wracamy do domu.
*Lisa*
Gdy Leondre wybiegł podeszłam do dziewczynki, która patrzyła się na nas dziwnie. - Cześć, jestem Lisa. Charliego już pewnnie znasz - wskazałam na blondyna stojącego obok mnie.- Ale To nie jest Charluś - Naomi potrząsneła głową - to potwór.Na jej słowa zaczełam się głośno śmiać, a Charlie otworzył szerzej oczy. Już wiem dlaczego go tak nazwała. Krew i siniaki. - Hm... Chcesz coś do jedzenia? - zapytałam. O czym można gadać z czteroletnim dzieckiem?- Spać - tupneła nogą. Uwieżcie mi to wyglądało przekomicznie.- No to pójdę Cię uśpić - ucieszyłam się bo zaraz będe miała ją z głowy.
- Kawę - potrzebuję jej i to strasznie. Nie chce usnąć na podłodze.
- Ale zbożową czy... - podrapał się po karku.
- Cappuccino - odpowiedźiałam peenie - O ile oczywiście jest.
- Na 100%. Victoria jest uzależniona - stwierdził.
- Kto? - pytam się jak głupia. Pewnie dziewczyna bruneta.
- Moja mamusia - odpowiedziała miło dziewczynka, o której istnieniu zapomniałam. Czy to przez Charliego, czy mam słabą pamięć?
- To chodźmy do twojego pokoiku - Naomi chwyciła mnie za rączke i zaprowadziła do odpowiednich drzwi. Otworzyłam je spodziewając się różowego królestwa księżniczek, a znalazłam się między czterema ścianamy na których znajdowały się konie. Rozejrzałam się uważnie. Pokój na kowbojski styl. Nie przepadam za takim, ale i tak był ładnie urządzony.
Przeczytałam jej na dobranoc bajkę o byczku Fernando. Pod koniec już słodko spała, więc wyszłam z tej stadniny i weszłam do kuchni. Może nie pójdzie z dymem?
- Prosze - Charlie podał mi kubek z ciepłym napojem.
- Dziękuję - upiłam łyk - mmm pyszne.
Spojrzałam na niego. Coś mi nie pasowało. Jego piękne niebieskie oczy, które muszę przyznać są najpiękniejszymi jakie kiedykolwiek widziałam zakrywały zadrapania i ślady krwi. Pokręciłam głową.
- Gdzie apteczka?
- W łazience - wskazał na drzwi na przeciwko. Odłożyłam kubek na stół i weszłam z blondynem do środka. Przepmył twarz i ręce wodą, a ja wyciągnełam wacik i wodę utlenioną. Spojrzał na mnie przerażonym wzrokiem, a ja w duchu zaczełam się śmiać. Zanim zdążył zareagować ja już przyłożyłam wacik do jego nadgarstka. Syknął niezadowolony.
- Spokojnie kochanie, wytrzymasz - powiedziałam rozbawiona. Zaraz jak ja go do cholery nazwałam? Z wrażenia aż ugryzłam wargę, tak mocno, że asz zaczeła się z niej lać krew.
- Lisa nie okalecz mi się tu - przyłożył kciuk do mojej wargi i nachylił się by sprawdzić, czy wytarł. Wtedy drzwi się otworzyła i do środka wbiegła Naomi.
- Fu! Nie całujcie się!
- Chcesz coś do picia? - zapytał Lenehan.
Hej :-) Przybywamy z nowym rozdziałem. Liczymy, że się spodoba ;-)
Jeśli będziemy miały przynajmniej 10 rozdziałów to opublikuje to opowiadanie również na wattpadzie.
Mam nadzieję, że trochę się zaciekawiliście i będziecie chcieli kontynuować czytanie.
Kolejny rozdział pojawi się niedługo. Czekajcie <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz